czwartek, 9 maja 2013

Nawiedzony pracodawca.


Ogłoszenie jak ogłoszenie. Nie wzbudzające podejrzeń. Krótkie, zwięzłe i swą formą wzbudzające zainteresowanie. Warto spróbować, czemu nie. Pracodawcą, a zarazem szefem firmy jest starszy mężczyzna z koncepcją rozwoju i poszerzenia zakresu działalności swojej firmy. Projekty, koncepcje, programy, kontakty obejmujące nie tylko rynek krajowy, ale i zagraniczny... facet ma gadane i wiedzę. Brzmi świetnie, ale "czegoś" mi w tym wszystkim brakuje. Niby nie ma się czego przyczepić, ale coś mi ciągle "nie gra". Coś czego nie umiem sprecyzować i nazwać... Ale jako osoba dociekliwa i asekurantka, próbowałam na różne sposoby dotrzeć do jakiś konkretnych informacji. I nic. Tak jakby firma nie istniała, przynajmniej w necie. W międzyczasie nasze spotkanie nie doszło do skutku z mojego powodu, więc pozostawaliśmy w kontakcie telefonicznym. Ale nie dawałam za wygrana i w końcu dzisiaj dotarłam do informacji, na widok których ręce mi najpierw opadły, a potem ogarnęła mnie wściekłość...

Firma istnieje i to od wielu lat. Ogłasza się cyklicznie i rekrutuje pracowników i specjalistów nawet za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy. Niby brzmi dobrze, ale jak się okazuje większość potencjalnych pracowników i specjalistów mogła się osobiście przekonać jak wygląda rzeczywistość. Dzięki Bogu miałam to darowane, bo nasze spotkanie przecież nie doszło do skutku, tak jakby wówczas coś mnie tknęło...

Firma ma swoją siedzibę w renomowanym miejscu, ale wynajmowane pomieszczenia przypominają składnicę makulatury (i to brudne) niż biuro. Żadnych konkretów, żadnych programów, żadnych kontaktów szef nie posiada poza samą wizją. Funduszy na realizację swojego genialnego pomysłu także nie ma. Sam utrzymuje się z emerytury i podobno z oszczędności. Rozmowy kwalifikacyjne i szkolenia (bo takowe też podobno prowadzi) polegają na jego monologu, z którego nic nie wynika poza omawianiem własnej wizji, w którą głęboko wierzy... Nie będę przytaczała wszystkiego, bo w głowie się to nie mieści. Najgorsze i bulwersujące jest to, że podobno urząd pracy doskonale zna sytuację i nie może nic zrobić. Bo pracodawca nie był karany...

"(...)Powiatowy urząd pracy może nie przyjąć oferty pracy, w szczególności jeżeli pracodawca w okresie 365 dni przed dniem zgłoszenia oferty pracy został ukarany lub skazany prawomocnym wyrokiem za naruszenie przepisów prawa pracy albo jest objęty postępowaniem dotyczącym naruszenia przepisów prawa pracy(...)."

Firma działa, urząd pracy wysyła stażystów (odmówić przyjęcia oferty bezrobotny, a zarejestrowany nie może), a opłacane jest to ze środków publicznych!!!


10 komentarzy:

  1. normalny skandal w imię prawa..... zgroza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, mało powiedziane. Jedna z kobiet, skierowana z urzędu, po "szkoleniu" u niego chciała koniecznie zrezygnować, dodatkowo przyniosła wpisy z netu na temat jego i jego firmy, a urzędniczka, że nie ma opcji chyba, że przyniesie jej podpisaną, chociaż na jeden dzień jakakolwiek umowę, chociażby na roznoszenie ulotek... Nie mając innego wyjścia, bo czas gonił, tak zrobiła...

      Usuń
  2. Nic z tego nie rozumie, slowo daje!!!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się nie da zrozumieć... :(((

      Usuń
  3. Dziwna firma. Ale też są takie sklepy w których nic się nie sprzedaje i są jedynie przykrywką do prania brudnych pieniędzy . Może to tez ,,taka"firma(-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziwna firma... Nie wiem czy to "taka" firma, ale jest chyba nie spełniony i się nudzi nabijając ludzi w butelkę. Najgorsze, że nasze instytucje nic nie robią, a on spokojnie sobie "działa" na tylko sobie znany sposób. Po tym wszystkim co przeczytałam nie mogę sobie znaleźć miejsca. "Telepie mnie" i jestem wściekła wrrrr

      Usuń
  4. A to mi przypomina trochę moje przygody z poszukiwaniem pracy:)
    Mnie taka firma z Częstochowy (zarejestrowana w państwowych rejestrach i działająca chyba do dziś, pomimo setek skarg i doniesień o przestępstwie), wysłała w objęcia włoskiej mafii.
    Przeżyłam i mam się dobrze, minęły lata, ale co wtedy przeżyłam, to moje.
    Reala z czasów socjalistycznych nie przygotowały nas zupełnie do tego, co to może znaczyć "wolny rynek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ile on wykorzystał osób... nie da się tego nawet czytać... ja nie mogę dojść do siebie... i to wszystko w oparciu o prawo... CO TO JEST ZA PRAWO?!!!

      Usuń
    2. To jest prawo Dżungli :))

      Usuń
    3. Ostatnio zastanawiam się dokąd to wszystko prowadzi... nad zwierzętami nie można się znęcać (popieram całym sercem), bo wysokie kary, ale nad ludźmi to można, pełna swoboda i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności... trafia mnie!!!

      Usuń