poniedziałek, 24 czerwca 2013

Czyżby koniec z oszukiwaniem?



Jeśli oczekujesz,
że świat będzie uczciwy wobec ciebie,
ponieważ ty jesteś uczciwy,
to oszukujesz samego siebie.

To tak,
jakbyś spodziewał się,
iż lew cię nie zje,
ponieważ ty nie zjesz jego.

                                                          zasłyszane


sobota, 22 czerwca 2013

Gdzie jest to cholerne wyjście?!





Nie uciekam. Nie chowam głowy w piasek.
Robię co mogę i nic z tego nie wynika.
Bezsilność, bezradność górują.
Zaczynam się poddawać.

Jak widać nie każdy problem da się rozwiązać.
Moje, te najważniejsze pozostają nierozwiązane. 
Jak widać nie z każdej sytuacji jest wyjście.
Szukam go i szukam, a tylko razy obrywam.
Jestem cała poobijana i obolała.
Nie daję już rady.

Gdzie jest to cholerne wyjście?!


niedziela, 16 czerwca 2013

I dalej rządzą problemy.


Dzieje się wiele, ale efekty są marne albo w ogóle ich nie ma. Pojawiają się promyczki i tak jak szybko się pojawiają, tak szybko gasną, a sprawy nierozwiązane pozostają. Jestem zmęczona i coraz bardziej zniechęcona. Nie poddaję się, ale powoli gubię sens wszelkich działań. Wiem, że muszę nad tym wszystkim jakoś panować, ale tego wszystkiego do ogarnięcia jak na jedną osobę jest stanowczo za dużo, a istotne problemy dalej wiszą mi nad głowa i nie widać rozwiązań.
Boję się, że tym razem jednak sobie nie poradzę...

Pojawiają się rzeczy, które są ciekawe i inspirujące z jednej strony, ale z drugiej bardzo czasochłonne i nie przekładające się na konkretne pieniądze. A żyć za coś trzeba, a i rachunki same się nie zapłacą.

Co do tekstów, to dwa pójdą w najbliższym numerze, plus jeszcze jeden, o który zostałam dodatkowo poproszona oraz kolejne dwa teksty zakwalifikowane zostały do kolejnego numeru. Fajnie i w sumie powinnam skakać z radości, ale nie umiem, bo otrzymana kasa jest nie wielka. Satysfakcja i zadowolenie nie umieją się przebić przez nadmiar moich problemów do rozwiązania. Zupełnie inaczej bym reagowała, gdybym miała stałe źródła dochodu, bo wówczas pisanie... pisanie traktowałaby jako dodatkowe zajęcie pozwalające realizować siebie, no i wpadałaby dodatkowa kasa. A tak... dalej moim życiem rządzą problemy.


czwartek, 6 czerwca 2013

Kolejne podejście i ...


... sześć bitych godzin spędzonych przy komputerze.

Płytka z oprogramowaniem i wyskakujące dobrze już znane mi błędy, których być nie powinno. Jak się okazuje  niezgodność programowa, której także być nie powinno. Kilka prób ściągnięcia właściwych sterowników kończy się fiaskiem. No cóż, może ściągnięcie oprogramowania on-line będzie rozwiązaniem. Hm, to tylko naiwność ludzka, bo nic z tego. Nie da się niestety. Najpierw trzeba on-line rozwiązać problemy z ciągle wyskakującymi alertami. Nie poddaję się i zabieram się do roboty, chociaż moja cierpliwość powoli się kończy... Nie przypuszczałam, że należy wykonać 1000 i 1 operacji... instalowanie, naprawianie błędów systemowych i programowych,  odinstalowywanie, aktualizowanie, odłączanie, przyłączanie i cholera wie co jeszcze. Jednak gdy moja cierpliwość dobiegała końca po wcześniejszych kilkugodzinnych, a koniecznych przygotowaniach, podjęłam ostatnią próbę zainstalowania niezbędnego mi oprogramowania... I wiecie co... mój trud zakończony został w końcu sukcesem. Już nie muszę nigdzie biegać aby cokolwiek wydrukować z mojego komputera, w końcu jest sprzężony z moim "kombajnem". Victoria!!! Przynajmniej jedna rzecz znowu działa w moim domu!!! Mam nadzieję, że jak najdłużej.

PS
W zaufaniu powiem, że do odmiany niniejszego posta nie chce mi automatycznie zapisywać i podglądu wyświetlać... ale zupełnie się tym nie przejmuję, bo to nie ma nic wspólnego z moim komputerem ;)
Idę spać, bo jutro ważny dla mnie dzień.


wtorek, 4 czerwca 2013

2010-2013 Dlaczego aż tyle???


Muszę chociaż wspomnieć, bo opisywać póki co nie mam siły, że po prawie trzech latach walki dopięłam swego. Wyegzekwowałam należne mojemu dziecku prawa. Ex nagle przestał się śmiać mi w twarz. W jego oczach pojawiły się nawet łzy. W końcu ktoś postawił weto jego kłamstwom, oszustwom i unikom. Uświadomił pewne fakty. Dostał szansę. Czy ją wykorzysta... od niego tylko zależy.

Tylko dlaczego dopiero teraz, a nie już w 2010 roku? Dlaczego???
Dlaczego musiałam przez tyle lat aż tyle wycierpieć i Młody też.
Dlatego, że mało kto przestrzega w naszym kraju prawa, a szczególnie instytucje do tego powołane. Może przez media inni powinni się dowiedzieć, a być może Strasburg powinien się przyjrzeć naszemu bezprawiu... Nie wiem jeszcze co zrobię, ale jedno wiem, że pozostawić tego bez echa nie mogę, chociażby dla innych samotnych matek...

 -----------------------------


Rozbudowałam wspomniane dwa teksty, jednak nie każdy temat da się ot tak rozbudować. Nie było łatwo, ale dałam radę i powstały dwa felietony i poszły mailem. Przede mną jeszcze dwa teksty do napisania, a w piątek spotkanie i okaże się co pójdzie do druku.


niedziela, 2 czerwca 2013

Nowość w moim życiu.


Ostatnio wiele się dzieje i momentami zwyczajnie nie nadążam. Młody dzisiaj wraca z kilkudniowej wycieczki, a ja nawet nie odczułam, że go nie ma, bo ciągle jestem "w biegu". W biegu, dosłownie i w przenośni. Kilkanaście spraw na raz, a wszystkie ważne, pilne i terminowe. Nie wszystkie dało się niestety ogarnąć, bo czasami terminy wręcz nakładały się na siebie. Szkoda tylko, że trzeba było także zrezygnować z przyjemności, bo tak mało ich ostatnio jest w moim życiu. No cóż, może z kiedyś da się to nadrobić.

Za mną sukcesy, wywalczone z ciężkim trudem. Sprawy mające dobry początek, ale pozostające w zawieszeniu, bo już niezależne są ode mnie. No i porażki, ale to samo życie. Sporo mam do opisania, ale na dzień dzisiejszy chciałabym się podzielić nowością w moim życiu...
Rynek pracy chyba nie ma już przede mną żadnych tajemnic, bo wtopił się już na stałe do mojego życia codziennego. I jest jak oddech i pożywienie każdego dnia.

Któregoś dnia wpadło mi ogłoszenie, w którym jakiś facet poszukuje młodych osób piszących. Hm, młodych. Nie jestem młoda, ale chyba "jakoś" pisać umiem i lubię. I to nie tylko na blogu. Sami kiedyś namawialiście mnie, że powinnam spróbować swoich sił poza blogiem i urzędami. Hm, cóż mi szkodzi spróbować. No i spróbowałam. Trochę to wszystko trwało, nim doszło do spotkania z właścicielem tworzącej się właśnie regionalnej gazetki, a raczej miesięcznika. Właściciel, to zakręcony wizjoner, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, bo ma zamiar zrealizować swoje marzenie. Może sobie na to pozwolić, bo ma inne stałe źródła dochodu. Rozmawiając  z nim miałam wrażenie, jakbym wraz z nim tworzyła tę gazetę. Powróciły moje marzenia sprzed lat o dziennikarstwie i szansa na ich spełnienie. Nie mogliśmy zakończyć naszej rozmowy. Młody chłopak z pasją. Niewielu jest takich.

W ubiegłym tygodniu na spotkanie przypominające prawdziwe kolegium dziennikarskie miałam przygotować 2-3 teksty o dowolnej tematyce. I tu zaczęły się schody. Czułam się jak uczennica przed bardzo ważnym egzaminem. Myślałam, kombinowałam i nie mogłam się zupełnie zabrać za pisanie. Wtórny analfabetyzm. Żadne zachęcające argumenty do mnie nie trafiały, a czas uciekał. Przyparta przez czas do muru z sercem na ramieniu coś tam "naskrobałam" i z drżącym sercem, gdzie tam sercem, całym dygocącym ciałem poszłam na wyznaczone spotkanie. Wcale nie było tak źle, bo prawdopodobnie moje "pióro" jest najlepsze z tam piszących, ale nie przekonało mnie to. Właściciel prosił abym dwa teksty rozbudowała, bo czytał z zainteresowaniem, a teksty się skończyły... Chce więcej. Z pozostałych dwóch tekstów zalecił, że dobrze byłoby zrobić jeden. Dziewczyny z dziennikarstwa, po wielu warsztatach i doświadczeniach w pisaniu do innych gazet stwierdziły, że nie wiedzą kiedy i czy w ogóle osiągną taki kunszt... A ja? A ja i tak się czułam malutka, niedoświadczona i przekonana, że nie robię tego dobrze...

Mam do rozbudowania wspomniane dwa teksty i zostałam poproszona o napisanie jeszcze dwóch. I wiecie co? Nie umiem się za nie zabrać. Chcę, ale jest we mnie jakiś strach, że nie będą się podobać, że zawiodę... w takim wymyślaniu to jestem dobra. Może dlatego, że mi zależy, że mam szansę na spełnienie marzenia. Nie wiem jak się zmobilizować i osiągnąć wewnętrzny luz konieczny do pisania. Nie wiem, czy sprawa z gazetką wypali, ale mam ogromną ochotę spróbować i cholernie się boję... Znowu czas ucieka, a ja nie biorę się za pisanie! Potrzebna mi jakaś mobilizacja!!!