środa, 28 listopada 2012

Próba zmiany.

Ostatnio znowu milczałam, ale nie chciałam narzekać, bo z takiego narzekania i tak nic nie wynika. A moje posty byłyby tylko lawiną użalania się nad sobą i nad światem. Wiem, że tak nie jest i tak nie można, bo donikąd to nie prowadzi, dlatego też sporo nad tym pracowałam.
Obecnie nie jest wesoło, ale staram się w każdej sytuacji znaleźć dobrą stronę. I przyznaję, że nie jest to łatwa praca.
Może taki prozaiczny przykład.
Ostatnio Misiek w późnych godzinach wieczornych "przypadkowo" coś tam wyłamał w mikrofalówce i zamkną ją... a po chwili wywaliło nam korki... Zamiennych w domu już nie miałam... to pozamienialiśmy fazy i udało nam się "przetrwać" z częściowym dostępem do prądu do następnego dnia. Ale wracając do mikrofali, to chyba już nie będzie do uratowania... Rzadko w prawdzie z niej korzystaliśmy, częściej Misiek, ale jednak się przydawała... Staram się myśleć pozytywnie wmawiając sobie, że będę miała więcej miejsca w kuchni... Jakoś mnie to do końca nie przekonuje, ale staram się i to bardzo.



Aureliusz
 http://www.motywujsie.pl


poniedziałek, 29 października 2012

Najlepszy przykład.

Pewien człowiek spytał kiedyś rabina Dow-Bera z Międzyrzeca:
- Jaki jest najlepszy wzór do naśladowania? Czy będą to pobożni mężczyźni, którzy bez mrugnięcia okiem poświęcają swoje życie Bogu, czy też mędrcy, którzy dążą do zrozumienia woli Wszechmocnego?

Wielki Maggid odrzekł:
- Najlepszym wzorem do naśladowania jest dziecko. Ma ono bowiem cztery przymioty, o których ludzie nigdy nie powinni zapominać. Jest zawsze szczęśliwe bez konkretnej przyczyny. Zawsze jest czymś zajęte. Kiedy czegoś pragnie, domaga się tego stanowczo i w sposób zdecydowany. Wreszcie, bardzo szybko przestaje płakać.

Paulo Coelho

poniedziałek, 15 października 2012

Dzisiaj już lepiej.

Wczoraj miałam doła... totalnego doła... Jednak popołudniu przyjaciółka wyciągnęła mnie z domu i chociaż musiałam zmobilizować wszystkie siły, to udało się. I była to najlepsza rzecz jaką mogłam wczoraj zrobić. Nie plotkowałyśmy, nie było spokojnej kawy tylko trochę szalone spotkanie. I tego właśnie było mi trzeba. Problemy w prawdzie nie zniknęły ale ja się znacznie lepiej poczułam. Przynajmniej psychicznie, bo fizycznie byłam bardzo zmęczona.

niedziela, 14 października 2012

Smutno mi...

Nie, nie jest mi tylko smutno... ryczeć mi się chce i ryczę.. Jestem zła i to bardzo zła... Jestem wściekła. Tylko nie wiem na co... Chyba na siebie i swoją bezsilność i bezradność... Moja zaradność już nic nie może...
Prawie tydzień temu zakończyłam prawie trzymiesięczny etap leczenia szpitalnego.  Powrót do zdrowia w moim przypadku jest bardzo powolny ale jest szansa. Na dzień dzisiejszy poprawa jest niewielka, ale jednak jest i z tego powinnam się cieszyć... Hmmm jakoś nie umiem... Mam jeszcze ponad miesiąc świadczenia rehabilitacyjnego... Prawdopodobnie będzie dalsze i miałabym szansę skupić się na powrocie do zdrowia... jednak strach i lęk spowodowany poważnymi problemami finansowymi blokuje mi wszystko... Strasznie boję się co będzie... Pomysły i możliwości wyczerpały mi się... Żal mi Miśka... On niczemu nie jest winien...