wtorek, 22 stycznia 2013

Słynna szklanka.

Wszyscy chyba znamy poniższy obrazek i jego dwuznaczną interpretację.  I możemy widzieć szklankę do połowy pełną lub szklankę do połowy pustą. A wszystko zależy od naszego indywidualnego spojrzenia.
Ale chyba nie tylko...




Zawsze starałam się dostrzegać to co mam i cieszyć się tym. Nie było może tego zbyt wiele, ale nie o ilość tu przecież chodzi. Oczywiście, nie oznacza to, że nie starałam się osiągać więcej w miarę możliwości i... w przypadku nawet braku tych możliwości. Jednak w większości moich okresów życiowych w mniejszym lub w większym stopniu miałam zapewniony byt i względne poczucie bezpieczeństwa. Wówczas to jakoś łatwiej było mi skupić uwagę na tym co mam.
Jednak kiedyś miałam podobną sytuację do obecnej, w której byt jest zagrożony i brakuje poczucia bezpieczeństwa. Życie balansuje na krawędzi, a skupienie uwagi na pozytywach jest cholernie trudne. Myśli ogarnięte strachem ciągle krążą wokół braków i ich uzupełnieniem. Dostrzeganie pozytywów jest tylko chwilowe, bo zwycięża uwaga skupiona na niedoborach. Podstawowych niedoborach niezbędnych funkcjonowania i życia. Być może to strach przed realnym zagrożeniem zmusza do... takiego negatywnego myślenia.


niedziela, 20 stycznia 2013

Też bym tak chciała.


Czasami mam wrażenie, że próbuję tak jak ten mężczyzna ze zdjęcia poniżej, unieść pokiereszowany własny dom. Z tym, że on zmaga się z budynkiem, a ja z życiem.
Hmmm, jednak nie mam ani jego postury, ani także takiej tężyzny jak on, a ciężar do uniesienia prawie ten sam, jak nie większy.





Szkoda, że nie można go wynająć ;-)
Chociaż... obecnie musiałby to zrobić charytatywnie.




czwartek, 17 stycznia 2013

Póki co... dałam radę :-)


Korepetycje u brzdąca z poprzedniej notki przydały się. Dałam radę! Chociaż... wolę określenie "było ciekawie" niż "nie było łatwo". Najważniejsze, że poradziłam sobie prawie ze wszystkim i wytrzymałam. Skutki uboczne, bo takowych chyba nie da się uniknąć były dotkliwe, ale do zniesienia.

Poza tym znowu dowiedziałam się czegoś o sobie.
Potwierdziło się, że w niektórych sprawach jestem... wręcz świetna, a moje umiejętności nieocenione! Hmmm, i co z tego, jak nie wiem co z taką wiedzą zrobić i jak ją wykorzystać...
Uświadomiłam sobie także, że ostatnie lata doprowadziły do tego, że dzieli mnie ogromna przepaść od przeciętnej normalności... Nawet nie wiem kiedy i jak zaczęłam spadać... Mam wrażenie, że właśnie się zatrzymałam... Nie wiem jeszcze jak, ale wiem na pewno, że chcę się wdrapać z powrotem... A może nawet wejść jeszcze wyżej...

Wiem kochani, że to wszystko takie ogólnikowe, ale to tematy na osobne notki. Wrócę do nich, na pewno wrócę, póki co chcę wrócić na dobre do blogowania i doprowadzić do ładu i stanu używalności moją rzeczywistość.
Nie chcę narzekać i być może moje notki są dosyć skromne, ale do wielu rzeczy muszę nabrać dystansu, abym mogła w miarę spokojnie opisać ten ogrom zdarzeń, które nastąpiły w moim życiu przez ostatni rok... Staram się powoli na nowo otwierać, ale to także wymaga czasu...





Przede mną... Hmmm nawet nie wiem jak to nazwać, ale wiem jedno, że wolę i chcę być wojownikiem niż ofiarą.  Wiem także, że wasze wsparcie jest nieocenione. Przez lata miałam tego dowody, a szczególnie w ostatnim roku, gdy rzadko tu bywałam, byliście przy mnie. DZIĘKUJĘ.



czwartek, 10 stycznia 2013

Bywają takie dni...


Dziękuję, że dzień się kończy...
jest szansa, że już się nic nie wydarzy....




A na najbliższe dni...
chyba muszę wziąć u malucha korepetycje...


niedziela, 6 stycznia 2013

Ziemski Anioł.


Jakiś czas temu w moim życiu pojawił się ziemski Anioł. Dostrzegł moje problemy i wyciągnął w moją stronę pomocną dłoń. Nieznany i odległy, a jednak się pojawił. Wówczas tego tak  nie odbierałam. Byłam zszokowana, ale i mile zaskoczona.

Jako osoba mająca ogromne problemy z przyjmowaniem jakiejkolwiek pomocy podziękowałam, ale jednak odmówiłam. Był wytrwały i powiedział abym pamiętała, że jest. I pamiętałam. W trudnych chwilach przypominałam sobie, że tam gdzieś jest i mogę na niego liczyć, a sama myśl dodawała mi sił i napawała nadzieją.

Dzisiaj, będąc już u kresu wytrzymałości zdobyłam się na odwagę i poprosiłam o pomoc, którą oferował. Nawet nie przypuszczałam,  że jest to aż tak cholernie trudne, ale odważyłam się. I wiecie co... Pomimo upływu czasu i zmieniających się sytuacji propozycja pomocy była nadal aktualna. Pomógł!


Niektórzy ludzie czynią świat wyjątkowym

tylko dlatego, że są.

 

 


sobota, 5 stycznia 2013

Walka ze strachem.

Postanowiłam być w tym roku szczęśliwa i trzymam się tego. Pracuję nad tym każdego dnia... ze zmiennym skutkiem. Ale nie poddaję się. Postanowienie, to postanowienie. Przy jego realizacji mam okazję ćwiczyć swoją konsekwencję. Każdego dnia staram się myśleć pozytywnie i dostrzegać prawie we wszystkim dobre strony. Tym bardziej, że...



... i stawiam sobie to za codzienne motto.


Przyznaję, że taka praca nad sobą nie jest łatwa, tym bardziej jak leży się pod gruzami życia i dominującym uczuciem jest strach. Strach i lęk o jutro. Lęk... lęk paraliżujący, odbierający poczucie bezpieczeństwa, napawający beznadzieją i uniemożliwiający jakiekolwiek działania...

Wczoraj, kiedy miałam jeden z trudniejszych dni i uparcie walczyłam z lękiem o bycie szczęśliwą, próbując różnych sposobów z marnym skutkiem, znalazłam żółtą kartkę od Beaty Pawlikowskiej...




... i jej mądre słowa tylko na chwilę mi pomogły. Lęk jednak wygrał i władał wczorajszym moim dniem. Dzisiaj też próbuje, ale nie jest już aż tak agresywny jak wczoraj...


wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy początek, nowe nadzieje...

No i mamy Nowy Rok. A Nowy Rok to nowy początek i nowe nadzieje. Hm, nadzieje może nie są znowu aż tak nowe, bo czasami tylko odkurzone, ale z nowym początkiem nabierają innej, jakiejś większej mocy.
Rozpoczynający się właśnie dzisiaj rok jest dla mnie, jak z resztą dla wielu czystą, niezapisaną kartą. Chciałabym umieścić na niej jak najpiękniejszy obrazek... Jednak strach nie pozwala puścić wodzy fantazji. Lęk o jutro jest paraliżujący. Pracuję nad tym każdego dnia, ale ze zmiennym skutkiem...

Nigdy nie robiłam żadnych noworocznych postanowień i chyba czas to w końcu zmienić ;-) Tak, macie rację wymyśliłam sobie postanowienie. Jedno postanowienie i chociaż w obecnej mojej sytuacji może być trudne do zrealizowania, to wszystkim siłami będę starała się je wprowadzić w życie.

POSTANAWIAM BYĆ SZCZĘŚLIWA!!!
Tylko tyle i aż tyle.

Przydatnym do jego realizacji mogą być proste prawdy, które wygrzebałam w internecie. Wygrzebałam, źle powiedziane. To one mnie znalazły jeżeli wiecie co mam na myśli i chcę się nimi podzielić. Proste to one i są, jednak nie zawsze dla nas oczywiste, bo... "Bo" zawsze się jakieś znajdzie, nieprawdaż...